Centrala antyewangelizacyjna w Twoim domu
Zakładki:
Ateizm
Inne
Katoliccy publicyści
Know-how
Nauka
Religijne
PustaMiska - akcja charytatywna
RSS
sobota, 29 marca 2014
Duchowy zestaw startowy II

Witam znowu. Jak było obiecywane, damy starterowi jeszcze szansę się wykazać, zatem komu mało, zapraszam na drugiego maila. Enjoy!

Jednym z najbardziej niesamowitych aspektów twojej relacji z Bogiem jest to, że nie musisz jej budować o własnych siłach. Nie jest to jednostronna komunikacja; Bóg nie pozostaje bierny, gdy do Niego się zwracasz. On także jest w ten związek zaangażowany.

Przyznam, że w tym momencie jestem zaintrygowana. 

Pamiętam pierwsze tygodnie po mojej decyzji oddania życia Jezusowi.

O matko, a ten znowu o sobie. Tak uczyli na kursach dla komiwojażerów? 

Może cię to zaskoczy, ale na wszystkie te pytania, i wiele więcej, możesz znaleźć odpowiedź w Biblii.

Ktoś się spodziewał czegoś innego? No właśnie.

(To ja mam pytanie. W jaki sposób rozmnażają się jamochłony? Co mam zrobić, jak mi się zepsuje smartfon? Biblio, do dzieła.)

Będąc w relacji z Bogiem odkryjesz, że On będzie mówił do ciebie bardzo osobiście przez słowa Pisma Świętego.

Zwróćmy uwagę na to projektujące "odkryjesz". Tak, na pewno odkryjesz. Jak jeszcze tego nie odkryłeś, to słabo z tobą.

Bóg chce się tobie objawiać przez swoje Słowo. Bóg chce przemawiać prosto do twojego serca.

Skoro chce objawiać się tak prywatnie, intymnie i bezpośrednio - czemu to robi poprzez książkę? Inaczej nie umie?

Nie pytaj mnie, jak On to robi. Wiem tylko, że tak się dzieje :)

To już bardzo tania metoda przekonywania.

Teraz krótko o tym, jak czytać Biblię ze zrozumieniem. Nie jest to skomplikowane. Powiedzmy, żeczytasz taki werset: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał..." (J 3,16).Pozwól, że zadam ci pytanie: Jakie są odczucia Boga w stosunku do ludzi? Nie oczekuję tu od ciebiekreatywności, wyobrażania sobie jak Bóg mógłby, czy powinien się czuć.Kiedy czytasz Biblię, patrz na to, co mówi treść danego fragmentu. "Tak bowiem Bóg umiłował świat[...]". Te słowa są odpowiedzią na nasze pytanie: Bóg nas kocha.

Czyli w skrócie: czytaj Biblię tak, żeby pasowała pod tezę, którą JA stawiam. 

Nie, serio. Jest cała masa problematycznych fragmentów Biblii, które można by w tym momencie przywołać. I które by trochę do tej słodziuchnej tezy o miłującym Bogu nie pasowały. Ale o tym sza. Nawracanej owieczce nie wolno o tym mówić, bo się zniechęci.

Potem standardowo dostajemy linka do artykułu, no to lu:

Studium #1: Jak to się stało, że jesteśmy w relacji z Bogiem?

Pod linkiem... a zresztą zajrzyjcie sami. Jest tam kilka cytatów, pod każdym pytanie naprowadzające w stylu:

Ef 24,5 „A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni”.
Kol 113 „On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna”.
Pyt.: Na podstawie powyższych wersetów wymień cztery rzeczy, które Bóg dla ciebie uczynił?

Prawda, że ładnie? Jak w czytance dla klasy trzeciej. Na obrazku trzy drzewka. Pytanie: ile drzewek jest na obrazku?

Rz 59 „Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni”.
Pyt.: W Biblii czytamy, że Jezus nas zbawił. Od czego nas zbawił?

Dobre pytanie, prawda? Zostałeś zachowany od karzącego gniewu, pytanie dodatkowe: czyjego? I kim jest Jezus w stosunku do Boga?

Pytanie dla chętnych: czemu i w jaki sposób zaszła potrzeba, by jedno boskie wcielenie powstrzymywało to, co robi drugie?

Niestety, niczego ponadto z drugiej części zestawu się nie dowiadujemy. Niedługo trzecia. Do zoba.

19:18, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (6) »
sobota, 22 marca 2014
Duchowy zestaw startowy (Jezu, wpadnij na herbatkę c.d.)

Pamiętacie wpis o "naukowych" dowodach na istnienie Boga? Postanowiłam zobaczyć, co jeszcze strona oferuje i zapisałam się do Duchowego Zestawu Startowego:

Mam kilka pomysłów dla Ciebie. Przygotowałem tzw. "Duchowy Zestaw Startowy". Jest to bezpłatna seria siedmiu e-maili ode mnie, które być może pomogą ci poznać lepiej Chrystusa.

Mail przyszedł, to jedziemy z tym koksem. 

Właśnie czytasz pierwszą z siedmiu wiadomości, które ode mnie otrzymasz.

Na początku chcę ci pogratulować! Właśnie rozpoczął się nowy etap na Twojej duchowej ścieżce. Zapraszając Jezusa do swojego życia, zaczęła się dla ciebie najbardziej wartościowa relacja.

Na razie nic się nie zaczęło, ale dobra, dajmy im szansę.

Tego dnia, gdy ja powierzyłem moje życie Jezusowi, wiedziałem, że stawiam ważny krok.(bla bla świadectwo bla bla)

Nie interesuje mnie czyjeś życie. Next!

Kiedy prosisz Jezusa, by stał się częścią twojego życia, skąd możesz wiedzieć, że On naprawdę tam teraz jest? Przecież nie widzisz Go "na własne oczy". Skąd możesz wiedzieć, że On naprawdę wysłuchał twojej prośby? Czy ta pewność zależy od twojej szczerości, treści modlitwy, a może od tego, czy to"czujesz"? Nie. Tak naprawdę od żadnego z powyższych.

Pomijając "tam", gdziekolwiek to jest, przyznacie, że ten fragment brzmi całkiem sensownie.

Jesteśmy teraz w relacji z Bogiem, ponieważ to On sam nam ją zaoferował. A my przyjęliśmy Jego propozycję (oczywiście nie wszyscy ludzie, ale tylko ci, którzy powierzyli swoje życie Chrystusowi).

Zauważyliście, że to kolejna oferta dla już przekonanych? Konia z rzędem temu, kto umie powiedzieć, gdzie dokładnie, kiedy i w jaki sposób Bóg "zaoferował mu" jakąś relację, a on ją przyjął. Ale nieważne. Ważne, że my tacy wow. Tacy special. 

Poniższy artykuł wyjaśni, dlaczego możemy być pewni, że Jezus jest teraz częścią naszego życia, i co to właściwie oznacza.

To się wysilili... no dobra, klikamy. 

Kiedy podejmujesz decyzję zaproszenia Jezusa do swojego życia, ważne jest, abyś znał odpowiedź na pytanie: „czy Bóg naprawdę mnie usłyszał?”. Tak. W 1 J 5:14 (Pierwszy List Św. Jana, rozdział piąty, werset czternasty) czytamy: „Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą”. Jezus obiecał, że jeśli Go o to poprosimy, stanie się częścią naszego życia.

Wracamy, jak widzę, do argumentacji Świadków Jehowy: ateisto, zaproś Jezusa do swojego życia. Skąd masz mieć pewność, że to coś prawdziwego? Otwórz Biblię. Skąd masz mieć pewność, że Biblia mówi prawdę? (Zapewne odpowiedź brzmi: zaproś Jezusa do swojego życia, a się przekonasz. Or sth)

W Ap 3:20 (Apokalipsa Św. Jana, rozdział trzeci, werset dwudziesty) Jezus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. Czy otworzyłeś drzwi swojego serca przed Jezusem? Jeśli tak, co Bóg obiecuje w takiej sytuacji? Czy On próbowałby cię zwieść?

Czy Bóg próbowałby cię zwieść? Nie wiadomo. Raczej nie, jeśli jest dobry. A skąd wiadomo, czy Bóg jest dobry? Bo tak mówi Biblia. A kto napisał Biblię? Podobno Bóg. I znowu wracamy do zamkniętego koła. 

Jezus umarł na krzyżu za nasze grzechy, aby nie stały na drodze naszej relacji z Nim.

To miło, że Jezus usunął problem, który sam stworzył (jako Jahwe). Bo tak naprawdę człowiekowi grzechy nie przeszkadzałyby w obcowaniu z teofanią (nie przeszkadzają np. w religiach politeistycznych, gdzie nie trzeba być moralnie nieskazitelnym, aby spotkać się z sacrum). Niespełnialny warunek bycia bezgrzesznym, by móc obcować z Bogiem, wymyślił tenże Bóg. 

Nie jest Mu wszystko jedno, czy będziemy żyć w bliskości z Nim, czy nie.

Skoro nie jest, czemu sam to utrudnia?

Wiele uczynił, aby taka relacja w ogóle była możliwa.

To wzruszające, ale przecież nie musiałby robić nic - wystarczy, że komunikowałby się ze swoimi wyznawcami bez obwarowań.

Aby mieć relację z Bogiem nie musimy Mu udowadniać, że już jesteśmy wystarczająco dobrzy czy wykonywać mnóstwa obrzędów i rytuałów religijnych.

Doprawdy? To po co Jezus umierał, skoro grzechy nie mają znaczenia? Po co Kościół instytucjonalny, skoro to niepotrzebne do relacji z Bogiem?

To Bóg sprawił, że możemy mieć relację z Nim. Dlatego przychodzimy przed Jego oblicze dzięki temu, co On uczynił, a nie dzięki naszym działaniom.

Byłoby dziwne, gdyby człowiek był w stanie cokolwiek wymusić na Bogu, czego ten by nie chciał.

Kiedy ktoś zaprasza Jezusa do swojego życia, otwiera drzwi na oścież: „Boże, pragnę relacji z Tobą. Chcę byś był obecny w moim życiu; weź je i zrób ze mną co chcesz”. Jest to decyzja, by Bóg był jego Bogiem, Panem jego życia.Jeśli podjąłeś taką decyzję, warto wiedzieć, co sam Bóg mówi teraz o twojej relacji z Nim (ciach cytaty z Biblii)

Wow, zaproś Jezusa do swojego życia, a będziesz miał niepowtarzalną okazję podyskutowania z książką.

Aby umocnić swoją relację z Bogiem spędzaj czas na poznawaniu Go przez Jego Słowo (Biblię), prosząc, aby objawiał się tobie i budował relację między wami. 

Reasumując:

Budowanie relacji z Bogiem polega na wygłaszanie swoich modlitw i próśb w pustą przestrzeń, a następnie czytanie książki i wmawianie sobie, że to właśnie jest odpowiedź.

Ale dobra, spróbujmy.

Problem 1

Dzisiaj wydarzyła się przykra sprawa, a mianowicie przechodząc przez ulicę nie pomogłam przejśc starszej Pani na drugą stronę. Pani ta jest dosyć wiekowa i ma kłopoty z chodzeniem i utrzymaniem równowagi a ja przeszłam obojętnie nie podając ręki. Strasznie się z tym czuję, nie wiem dlaczego tak postąpiłam, nie tak zostałam wychowana. W pracy na niczym nie mogłam się skupić, cały czas o tym myślę i żle sie z tym czuję, mam wyrzuty sumienia.

Co odpowiada Bóg (cytat losowy, żeby nie było, że manipulujemy słowem bożym)

Flp 3, 2

Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się okaleczeńców! 

Problem 2

(...) Ponieważ byłam bardzo zmęczona dbaniem o dom, opieką nad małą oraz prowadzeniem firmy, poprosiłam mamę, aby przyjechała i przez jakiś czas mi pomogła. (...) Jest już miesiąc i jej pobyt okazał się koszmarem. Cały czas z moim mężem dyskutują. (...) Nie są zgodni w niczym. Nawet w muzyce jaką dziecku należy puszczać. Od miesiąca mam z tego powodu notoryczne migreny. 

Zapytajmy Boga!

Mt 10, 21-22

Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. 22 Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Że co, że tendencyjnie? Wszak "Czuj się swobodnie w rozmowie z Bogiem."

Za jakiś czas następny email. Stay tuned.

19:10, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (4) »
środa, 12 marca 2014
Donatan a prasłowiański katolicyzm na ziemiach polskich

Dwie wiadomości ostatnio rzuciły mi się w oczy:

1. Abp Wesołowski nie usłyszy zarzutów w Polsce. Nic w tym dziwnego, jako że polska prokuratura nie ma żadnych śladów, cała dokumentacja została przesłana z Dominikany do Watykanu. Watykan, przypomnijmy sobie, to jednak obce państwo, które nie ma żadnego obowiązku wydawać Polakom podejrzanego. 

2. Donatan na Eurowizji a sprawa polska. Gazeta Polska Codziennie drze szaty nad tym, by Polskę na Eurowizji reprezentował artysta prorosyjski. Pomińmy już tutaj dyletanckie uproszczenie panslawizmu z byciem rosyjskim agentem. Szum jest o to, że na tandetny konkurs piosenki z tyłka wziętej powinien jechać wyłącznie prawdziwy patriota, nie mający żadnych sympatii wobec obcych państw.

I teraz uwaga. 

Sympatie prorosyjskie (albo być może tylko panslawistyczne) Donatana przeszkadzają. Bo Rosja jest obcym państwem, a interes Rosji nie jest zbieżny z interesem Polski. Jednak z drugiej strony różnej maści Niezależnym, Niepokornym i innym patridiotom nie przeszkadza ani przez sekundę, gdy wielbieni przez nich politycy wysługują się obcemu państwu, jakim jest Watykan. Ba, uważają wręcz za konieczne, by polityką państwa polskiego kręcili kapłani, czytaj: osoby lojalne wobec obcego państwa (Watykanu) i de facto obcemu państwu podlegające. 

Dlaczego w Polsce każdy mające obce korzenie lub w rodzinie kogoś służącego w obcej armii (słynny dziadek z Wermachtu) tak oburza, a posiadanie w rodzinie księdza jest poczytywane za chlubę? Czym to się różni, w sensie? Oburzonym, którzy w tym momencie zaczną dyskutować, że to jest Kościół "polski" przypomnieć należy, że taki on polski, jak Wojsko Polskie za PRL. Lokalny oddział instytucji sterowanej z innego państwa. Jeszcze gdybyśmy byli Rosjanami lub Anglikami i mieli kościół narodowy - ale nie. Polski Episkopat nie jest autonomiczny wobec Watykanu. Czy jest lojalny wobec polskiego rządu, odpowiada przed nim? Wolne żarty. Konkordat stwierdza, że władza kościelna i państwowa to niezależne byty. Oczywiście istnieje gdzieś zapis, że prawo kościelne nie może stać w sprzeczności z państwowym (żeby jeszcze ktokolwiek się tym przejmował), ale to nie oznacza niestety, że kształtowanie prawa państwowego jest programowo niezależne od ideologii kościelnej (de facto - ideologii obcego państwa).

Pontyfikat papieża Polaka wywołał w wielu rodakach szkodliwe i niczym nie poparte przekonanie, że Watykan to taka druga Polska. Że tam są "nasi", których interes jest taki sam jak Polaków. Ciekawe tym bardziej, że sam Watykan nigdy niczego podobnego nie deklarował. A nawet jeśli bronić tej tezy na poważnie, to od 2005 roku to już nie są "nasi". Co gorsza, ostatnich kilka lat Watykan zdawał się być bliżej interesom politycznym Niemiec. Czy kogoś to w Polsce odstraszyło od odtrąbiania patriotą polskim każdego funkcjonariusza Watykanu? Od upierania się, że w najlepszym interesie polskiego obywatela jest, by jego życiem rządziły wytyczne z obcego państwa? 

Donatan podkreśla, że jego zdaniem polska kultura ma korzenie na Wschodzie, w Słowiańszczyźnie. Katolicyzm jest dla niego „wiarą przyniesioną”, a sam Kościół w Polsce to „ambasadorstwo na rzecz zupełnie obcej kultury”.

Czy się to komuś podoba, czy nie, nawet jeśli nie popieramy prosłowiańskości Donatana i nie kręci nas wielka słowiańska międzynarodówka wódki i cycków (nie dziwota zresztą: wódka podnieca tylko Polaków, Rosjan i Ukraińców, reszta narodów wolałaby raczej inne alkohole, ale kto by się tam w tej dyskusji zajmował tym, że istnieją jeszcze jacyś inni Słowianie niż Polacy i Rosjanie), nawet jeśli nas ten cały siermiężny pseudoludowy sztafaż śmieszy (a i niczym nowym czy programowo "prorosyjskim" on nie jest - ale żeby to wiedzieć, należałoby mieć pewną wiedzę o innych kulturach słowiańskich właśnie), to do jasnej cholery, Donatan ma rację. Pomińmy wielką dyskusję o tym, czy Słowiańszczyzna to jakiś mityczny Wschód (łoddefak?), ale chyba nikt nie będzie się upierał, że katolicyzm narodził się na ziemiach polskich! Tak, urwa, katolicyzm jest wiarą niesłowiańską, przyniesioną, nabytą. Co gorsza, nabytą drogą inkrustacji kulturą niemiecką (tak, dobrze czytacie, germański kurwa oprawca szerzył nad Wisłą wiarę katolicką, czy ci się to, Gazeto Polska, podoba, czy nie). Jeśli ktoś się oburza słysząc to, niech wróci do szkoły czym prędzej. Tak, kultura łacińsko-judejska, niesiona przez Kościół Katolicki, jest kulturą dla Słowian obcą i przywiezioną z zewnątrz. Nie, nad Wisłą nie biegali 1000 lat temu Abrahamowie i Rebeki, a chrześcijańskie polskie imiona typu Piotr, Anna, Paweł, Krzysztof, Maria etc. nie mają polskiego (ani nawet słowiańskiego) źródłosłowu.

Czy teraz jasne, Gazeto mieniąca się Polską?

20:07, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (17) »
sobota, 15 lutego 2014
Jezu, wpadnij na herbatkę

Można. A tak się przynajmniej części ludzi wydaje. Poniżej kilka typowych argumentów dostarczanym nam przez niektórych wierzących. 

Czy chciałabyś lub chciałbyś, aby ktoś po prostu wykazał istnienie Boga? Bez wywierania nacisku, bez stwierdzeń typu „Po prostu musisz uwierzyć”. W tym artykule przedstawiono wybrane argumenty przemawiające za tym, że Bóg istnieje. Nie są to niezbite dowody (nikt takich nie ma), ale pośrednie przesłanki, które mogą przekonać do uwierzenia, że On istnieje. W tym wszystkim ważne miejsce ma właśnie wiara, bo jest ona konieczna, aby uznać wyższy Absolut.

Jednak najpierw zwróć uwagę na pewną prawidłowość. Jeśli ktoś neguje samą możliwość istnienia Boga, najpewniej z góry odrzuci wszelkie wskazujące na to przesłanki, tłumacząc je sobie w inny sposób.

Zauważamy, jak sprytnie autorka się zaasekurowała - "skoro odrzucisz moje argumenty, to znaczy, że z góry nastawiłeś się na nie". Miło jednak, że ma świadomość, że jej argumenty mają wartość TYLKO dla wierzących, czyli innymi słowy, zamierza ona przekonywać przekonanych.

1. Czy Bóg istnieje? Stopień złożoności naszej planety wskazuje na świadomego Projektanta, który nie tylko stworzył nasz wszechświat, ale także obecnie go podtrzymuje. 

W tym miejscu należałoby zadać kilka podstawowych pytań:

Dlaczego "stopień złożoności" (jaki to stopień?) miałby wskazywać na projekt? Czy genialne projekty świadomych istot nie powinny być raczej proste? Czemu ślepa siła natury, jaką jest rzeka, płynie zakrętami i zakolami, a inteligentny projekt świadomego umysłu, jakim jest kanał, zazwyczaj leci prosto jak w mordę dał? Ogromna złożoność wskazuje raczej na to, że natura kształtowała się drogą niezliczonej ilości prób i błędów, mutacji i porażek. Po co zięby Darwina miałyby ewoluować, skoro nieskończenie mądry Bóg mógłby je stworzyć od razu w ich najlepiej przystosowanym kształcie?

I zasadniczo - PO CO nieskończenie inteligentnej istocie taka bioróżnorodność? Aby popatrzeć sobie, jak życie powstaje i ginie w skomplikowanych, okrutnych procesach? Żeby się pośmiać, gdy świeżo narodzone żółwiki giną idąc do morza? Po co tak złożone warunki naturalne, skoro cały świat mógłby być milutką oazą o stałej temperaturze, gdzie zawsze świeci słońce, nie rosną trujące rośliny, a grzybica nie zżera zoosfery? 

Gdyby Ziemia była znacznie mniejsza, istnienie atmosfery byłoby niemożliwe, podobnie jak w przypadku Merkurego. Gdyby nasza planeta znajdowała się nieco dalej od Słońca, wszyscy byśmy zamarzli. Gdyby Ziemia znajdowała się bliżej Słońca, groziłoby nam spalenie. Nawet nieznaczne odchylenie od obecnego położenia Ziemi względem Słońca spowodowałoby, że życie na naszej planecie byłoby niemożliwe. 

I tak dalej, i tak dalej. Autorka ciągnie te wzruszające bzdety i przez myśl jej nie przychodzi, że to nie temperatura czy odległość od Słońca dopasowała się do niej, tylko istnienie jej samej jest wynikiem takiego a nie innego układu kosmicznego. Poza tym halo! Tylko wokół naszej peryferyjnej gwiazdki krąży jeszcze około dziesięciu planet, gdzie tego życia nie ma. Bogu cosik nie wyszło? Czy tak sobie powiesił te planetki na niebie dla naszej zabawy? Dlaczego fakt, że 90% planet w naszym najbliższym otoczeniu nie stwarza warunków do życia, nie daje pani Adamson nic do myślenia? 

2.  Czy Bóg istnieje? Złożoność ludzkiego mózgu wskazuje na stojącą za nim wyższą inteligencję.

I znowu: dlaczego miałaby wskazywać?

Mózg, który przetwarza ponad milion informacji na sekundę, oceniając ich wagę i pozwalając nam działać na podstawie najistotniejszych danych... Czy mógł powstać po prostu przez przypadek? 

Powstał w wyniku ewolucji. Niestety przeciętny religijny aktywista wykrzykujący swoje paranaukowe odkrycia o Ziemi, co specjalnie da homo sapiens umiejscowiła się w odpowiedniej odległości od Słońca, nie odróżnia ewolucji od przypadku. Stąd dalsze wyjaśnianie tej wbrew pozorom prostej kwestii jest bezcelowe.

Podam jednak prostą metaforę: system podatkowy w Polsce cechuje wysoki stopień złożoności. Czy to oznacza, że został stworzony przez istotę inteligentniejszą od tych, które stworzyły systemy podatkowe w innych krajach?

Dlaczego rozmaitej maści religianci uparli się, że "bardziej złożone" znaczy "lepsze"? Z punktu widzenia biosfery im większa złożoność, tym a) większe wydatki energetyczne, b) więcej błędów, mutacji. Można to porównać z rozwojem języków: języki sztuczne są logiczne, proste, pozbawione wyjątków, które - jako mutacje lub zaszłości sprzed pewnych zmian - cechują języki im starsze, tym w większej ilości. Języki naturalne, nie stworzone przez żaden projekt, są najczęściej skomplikowane, pełne wyjątków i nieregularności, bo powstawały przez wieki. Języki wymyślone przez ludzi cechuje prostota. 

3. Czy Bóg istnieje? „Przypadek” lub „przyczyny naturalne” nie są wystarczającym wyjaśnieniem.

Oczywiście, że nie są, jeśli się ich dobrze nie zna i na dodatek zupełnie nie rozumie. Jeśli uważa się, że to warunki dopasowują się do życia, a nie odwrotnie, a złożoność jest lepsza od ekonomicznej i funkcjonalnej prostoty, to nic dziwnego, że się człowiek czuje sfrustrowany. 

Alternatywą dla istnienia Boga jest pogląd, że wszystko, co widzimy wokół nas, powstało w wyniku splotu czynników naturalnych i przypadku. 

Przyjrzyjmy się temu zdaniu. Reprezentuje ono zazwyczaj wszystko, co ludzie broniący "inteligentnego projektu" wiedzą o świecie wokół. 

Współczesna nauka potwierdza to, co Pasteur próbował wykazać już dawno temu -- życie nie może powstać z materii nieożywionej.

W którym miejscu potwierdza? Cóż to za przełomowe odkrycie zostało w związku z tym dokonane, o którym nie słyszałam?

Przyczyny naturalne nie są również adekwatnym wyjaśnieniem ilości precyzyjnych informacji zawartych w ludzkim DNA. 

Niestety z dalszego tekstu, nie wynika, dlaczego. Autorka każe nam przyjąć te stwierdzenia za prawdę, "bo tak". A parę akapitów wyżej pochylała się z troską nad ateistami, którzy nie chcą "po prostu uwierzyć". No cóż, po prostu uwierzyć w Boga nie musicie, ale w moją argumentację już tak, mówi niejako pani Adamson.

Jednak odwoływanie się do szczęśliwego zbiegu okoliczności u podstaw niezwykle złożonych struktur i zjawisk, które obserwujemy we wszechświecie, to postawa, która intelektualnie pozostawia wiele do życzenia.

I dlatego poważni naukowcy jej nie reprezentują, pomimo gęby, którą im przyprawiają niektórzy religianci. Świat jest nieco bardziej skomplikowany niż "świat powstał ALBO jako projekt Boga ALBO jako czysty przypadek".

4. Czy Bóg istnieje? Osoba twierdząca stanowczo, że nie ma Boga, musi zignorować najgłębsze odczucia niezliczonej rzeszy ludzi, którzy są przekonani, że Bóg jest.

I co z tego? Wszyscy wielcy odkrywcy musieli zlekceważyć najgłębsze odczucia sobie współczesnych, którzy byli przekonani, że Ziemia jest płaska, Słońce krąży wokół niej, za Oceanem Atlantyckim leżą Indie, częste mycie szkodzi... mogę tak długo.

Jednak postęp naukowy nie doprowadził jeszcze do odkrycia, które podważyłoby prawdopodobieństwo liczbowe, że za tym wszystkim kryje się inteligentny umysł. 

Czy wy widzicie to samo, co ja?

PRAWDOPODOBIEŃSTWO LICZBOWE.

WOW!

Ile ono wynosi i w jaki sposób obliczono, że "za tym kryje się inteligentny umysł"? Podzielono liczbę wszystkich biskupów przez liczbę włosów na brodzie wszystkich rabinów? Wyliczono korelacje pomiędzy złożonymi ofiarami z kozła w starożytności a liczbą wydań dzieł Lutra? Niestety, jak zwykle nie dowiemy się. Mamy uwierzyć w te rewelacje tak po prostu.

W istocie kolejne odkrycia naukowe dotyczące człowieka i wszechświata wykazują jeszcze dobitniej, z jak złożonymi zjawiskami mamy do czynienia i jak bardzo uwidacznia się w nich misterny projekt. Dowody wcale nie podważają Boga, ale przemawiają za inteligentnym źródłem życia we wszechświecie. Jednak przesłanki obiektywne to nie wszystko.

Jakie, urwał, przesłanki obiektywne? Adamson nie wymieniła dotąd ANI JEDNEJ.

Od zarania dziejów u miliardów ludzi na całym świecie napotykamy przeświadczenie, że Bóg istnieje -- ludzie dochodzą do takiego wniosku na podstawie osobistego, subiektywnego kontaktu z Bogiem. 

E, nie. Z pierwszej części zdania nie wynika druga. To, że ludzie są przeświadczeni o istnieniu złego licha nie wynika z ich osobistego, subiektywnego kontaktu z lichem. Chyba że wprowadzimy tutaj zawieszenie pt. "mówiąc Bóg (licho) mamy na myśli to, co ludzie ci jako Boga (licho) sobie wyobrażają".

Osoby te powołują się na wysłuchane modlitwy, i konkretne, często zadziwiające sposoby, w jakie Bóg zaspokaja ich potrzeby i prowadzi podczas podejmowania ważnych decyzji w życiu osobistym. 

A co z milionami osób (miliardami?), które powołują się na swoje niewysłuchane modlitwy i niespełnione prośby? Czy ubierające się w naukowe szmatki Adamson bierze ich pod uwagę w swojej linii argumentacji? Jak oni się mają do "LICZBOWEGO prawdopodobieństwa istnienia inteligentnego umysłu" (tak, będę się pastwić nad tym terminem)?

Wielu z nich wyraża pewność, że istnieje dobry, kochający Bóg, który okazał im swoją troskę i wierność. Jeśli jesteś sceptykiem, czy możesz z całą pewnością stwierdzić: „Mam absolutną rację, a oni wszyscy mylą się co do Boga”?

A dlaczego nie? To, że jest ich dużo albo że są do swojej racji głęboko przekonani ma jakikolwiek wpływ na rzeczywistość?

5. Czy Bóg istnieje? Wiemy, że Bóg istnieje, ponieważ On szuka kontaktu z nami. Podejmuje różne działania i zachęca nas, żebyśmy się do Niego zwrócili.

Biorąc pod uwagę LICZBOWE proporcje niewysłuchanych modlitw do wysłuchanych... ehe...

Ciekawe, że ateiści poświęcają tyle czasu, uwagi i energii, próbując obalić coś, co, jak wierzą, nawet nie istnieje! Co nimi powoduje? 

Prosta rzecz. Ludzie, którzy wierzą w Boga, chcą koniecznie tę wiarę oraz wynikający z niej sposób bycia narzucić niewierzącym (lub wierzącym inaczej).

A swoją drogą: skoro wiara "milionów ludzi" wynika z ich osobistego doświadczenia, jak możliwym jest, że obraz Boga wypływający z tych "doświadczeń" jest tak różny? I im dłużej ludzka pamięć trwa i im więcej danych gromadzi, tym bardziej liczba religii i ich odłamów rośnie? Czy z czasem ludzkość nie powinna się religijnie konsolidować, skoro rosnąca liczba objawień, "cudów" i tych rzekomych "doświadczeń" powinna raczej tworzyć spójny obraz - tak jak coraz bardziej spójny i dokładny obraz zaczyna tworzyć WIEDZA ludzkości na temat natury?

Jak to się ma do LICZBOWEGO prawdopodobieństwa...?

Gdy byłam ateistką, tłumaczyłam swoje intencje troską o biednych ludzi karmiących się złudzeniami... (...) Chciałam uwolnić się od pytania o Boga. Gdybym była w stanie niezbicie wykazać wierzącym, że się mylą, problem zostałby rozwiązany i mogłabym bez przeszkód zająć się innymi sprawami.

Cool story bro, ale nie projektuj swoich intelektualnych problemów na resztę świata.

Nie wiedziałam, że temat Boga ciążył tak bardzo na moim umyśle, ponieważ On sam wywierał na mnie nacisk. 

Och, jesteś taka ważna. Sam Bóg cię wybrał i wywierał na ciebie nacisk. Jesteśmy pod TAKIM wrażeniem. 

Być może zasadniczym powodem, dla którego ateiści tak bardzo przejmują się ludźmi wierzącymi w Boga, jest właśnie to, że Bóg szuka w ten sposób drogi do ich serc.

6. Czy Bóg istnieje? W przeciwieństwie do wszystkich innych objawień, Jezus Chrystus jest najwyraźniejszym, najkonkretniejszym obrazem Boga, który poszukuje z nami kontaktu.

O, patrzcie jak gładko przechodzimy od "Bóg" do "chrześcijański Bóg". Pamiętajmy, że "głębokie przekonanie milionów ludzi" o istnieniu innych bóstw lub boskich substancji jest teraz nieważne, chociaż parę akapitów wyżej miało nas przekonywać, że "inteligentny projektant" stworzył świat. Wyżej tym projektantem mógł być Allah, Jahwe, Zeus. Teraz zawężamy nasze rozważania tylko do Jahwe. Dlaczego? Bo tak.

Dlaczego Jezus?

Zasadniczo, "bo tak".

Jeśli przyjrzymy się głównym religiom świata, odkryjemy, że Budda, Mahomet, Konfucjusz i Mojżesz określali się mianem nauczycieli lub proroków. Żaden z nich nie twierdził nigdy, że jest równy Bogu, natomiast w odróżnieniu od nich Jezus złożył taką deklarację. 

Pffff, też mi powód, by kogoś uznać za Boga. Czy pani Adamson uwierzyłaby także temu facetowi?

http://deser.pl/deser/1,83453,5061679.html

Zauważmy, że w dalszej części akapitu, będącego autorską interpretacją cytatów z Biblii ("Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" - nie, to jeszcze nie jest deklaracja bycia Bogiem) autorka w żadnym miejscu - jak na nawracaczkę przystało - nie zajmuje się tym, czy Jezus był naprawdę bóstwem czy tylko tak twierdził. Tak się biedaczka zagalopowała w religijnym uniesieniu, że zapomniała, iż czytający ją ateiści (jacy ateiści? Przecież to tekst przekonujący przekonanych... no ale dobra, dajmy jej szansę, jak mawia znany dowcip o blondynkach) nie uważają Biblii za niepodważalne źródło. I wracamy do znanego nam paragrafu 22: Jezus jest Bogiem, bo tak mówi Biblia, a Biblia mówi prawdę, bo jest słowami Jezusa (między innymi), który jest Bogiem. 

Dlaczego macie wierzyć Biblii, drodzy ateiści? Bo tak!

Ej, no dobra, jest wzmianka o cudach Jezusa. Bądźmy nawet uprzejmi i uznajmy, że uzdrowienie kogoś jest w oczach zabobonnych wieśniaków czynem nadludzkim. Uznajmy, że czyny te są dokładnie opisane i nieprzekręcone przez powtarzanie ich z ust do ust. Czy mamy jakieś źródła, które te cuda potwierdzają? Poza Biblią?

A teraz weźmy pod uwagę cuda innych religii. Posążki pijące mleko. Cuda dokonywane przez mnichów buddyjskich. Magiczne obrzędy starożytnych. Czy katolicy dają im wiarę? Nie! Domagają się dowodów, badań, odrzucają "bajeczki" i "mity". Chcecie dogadać się z katolikami, drodzy ateiści? Zacznijcie wyśmiewać wiarę w czakramy i ludzi, którzy doznali oświecenia na spotkaniu z lamą. Przeciętny katolik rzuci się na to z rozkoszą i będzie wykpiwał zabobonnych idiotów, co wierzą, że im się otwierają okna w głowie. Albo ponabijajcie się z prawosławnej carycy, co wierzyła w cuda Rasputina. Zabawa na cały wieczór, mówię wam. Nie uwierzycie, jak racjonalnymi, trzeźwymi ludźmi są katolicy, gdy krytykują konkurencję. Brzmią wtedy zupełnie jak ateiści.

Jezus uczył, że chociaż w Bożych oczach jesteśmy grzesznikami zasługującymi na karę, Jego miłość do nas przeważyła i Bóg przygotował inny plan. Sam przyjął postać człowieka i wziął na siebie karę za nasze grzechy. To brzmi niedorzecznie? Być może, ale wielu kochających ojców chętnie zamieniłoby się miejscami ze swoimi dziećmi na oddziale onkologicznym, gdyby tylko było to możliwe. 

Zobaczmy, jak płynnie przeskoczono do "Bóg istnieje, bo przyroda jest doskonała" do "Jezus jest prawdziwym Bogiem, bo jego nauki są moralnie słuszne". No ale dobrze. Bzzzziut, przewijamy i jeszcze raz

chociaż w Bożych oczach jesteśmy grzesznikami zasługującymi na karę, Jego miłość do nas przeważyła i Bóg przygotował inny plan. 

Skądinąd wiemy z Biblii, że karą za grzech jest śmierć.

Skoro miłość zwyciężyła i Bóg ma inny plan, czy ludzie przestali umierać?

Sam przyjął postać człowieka i wziął na siebie karę za nasze grzechy.

Skoro tak, czy po śmierci Jezusa ludzie przestali umierać?

Przestali czy nie? Grzecznie pytam?

Jezus zamienił się z nami miejscami i umarł za nas, abyśmy mogli otrzymać przebaczenie. 

Co to za przebaczenie, skoro kara nadal jest wymierzana? "Chociaż i tak zostaniesz ścięty, wiedz, że ci przebaczam"?

Na tle wszystkich innych religii znanych ludzkości tylko w Jezusie widzimy Boga, który wychodzi naprzeciw człowiekowi i oferuje nam możliwość nawiązania z Nim więzi.

Tylko w Jezusie. A dlaczego tylko? Bo tak. Czy poparto to jakimś porównaniem z pozostałymi setkami i tysiącami wierzeń znanych ludzkości? Ha ha, zgadnijcie.

Czy Bóg istnieje? Jeśli chcesz się dowiedzieć, zapoznaj się bliżej z osobą Jezusa Chrystusa.

Wspaniale. Gdzie on mieszka? Jaki ma adres email?

Jeśli chcesz nawiązać więź z Bogiem, możesz to zrobić już teraz.

W trakcie trwania programu zadzwoń... a nie, moment, nie podano numeru.

To twoja decyzja, nikt nie może cię do niej zmusić. Jednak jeśli chcesz uzyskać Boże przebaczenie i nawiązać z Nim przyjaźń, możesz to zrobić choćby zaraz, prosząc Go, aby ci wybaczył i wszedł w twoje życie. 

Po co mi boskie przebaczenie, skoro i tak dostanę karę (umrę)?

Jeśli chcesz to zrobić, ale nie wiesz, jak wyrazić swoje pragnienie słowami, możesz skorzystać z następującej modlitwy: „Jezu, dziękuję, że umarłeś za moje grzechy. Znasz moje życie i wiesz, że potrzebuję przebaczenia. Proszę, żebyś mi teraz przebaczył i wkroczył w moje życie. Chce naprawdę Cię poznać. Przyjdź teraz do mojego życia. Dziękuję, że chcesz się ze mną przyjaźnić. Amen”.

Jezu, dziękuję, że... ej, moment. Nigdy cię nie prosiłam, żebyś za mnie umierał, a tym bardziej nie chciałabym, żeby ktoś cierpiał za coś, czego ja może za grzech nie uznaję. Co gorsza, to, co jest grzechem, wyznaczyłeś sobie sam, Jezu, więc skoro miałeś fantazję najpierw te grzechu wymyślić, a potem mnie o nie oskarżyć i na koniec spektakularnie mi je wybaczyć w imię cierpienia, które zadałeś samemu sobie, to yyyy baw się sam.

Znasz moje życie i wiesz, że potrzebuję przebaczenia.

Nie potrzebuję przebaczenia od istot, których nie znam, a ich przebaczenie jest mi obojętne. Gdyby faktycznie za tym przebaczeniem szło to, że nikt by nie umierał, o, byłoby to warte rozważenia. Ale skoro ludzie umierają nadal, to jaka różnica, czy bóstwo, którego nie znam, mi wybaczyło coś tam, czy nie?

Chce naprawdę Cię poznać. Przyjdź teraz do mojego życia.

Byłoby ciekawie poznać kogoś, kto żyje 2014 lat. Jezu, wpadnij kiedyś na herbatkę. Mam rumową.

Na tym zasadniczo artykuł się kończy, ale strona oferuje jeszcze parę zakładek. Jeśli jesteście ciekawi, co z tego poznawania Jezusa wyniknie, zapraszam do następnego odcinka. 

15:40, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (11) »
czwartek, 30 stycznia 2014
Duszpasterstwo niewierzących

Odkąd po Polsce gruchnęła wieść, że nie wszyscy są wierzący, w mediach katolickich zawrzało. Przedstawiamy artykuł o duszpasterstwie niewierzących, z którego można dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy.

Opublikowany raport z przeprowadzonych w 2011 r. badań postaw religijnych w archidiecezji wrocławskiej pokazuje, że 47% uczących się deklaruje się jako osoby niewierzące.

Powiem krótko: wow.

Coraz większą część społeczeństwa stanowią ludzie przyznający się do swojej niewiary. Najczęściej są to ludzie młodzi. Chrześcijanin, a szczególnie duszpasterz, realizując swoją misję głoszenia Ewangelii, nie powinien pozostać obojętny wobec takiego stanu rzeczy. 

A właściwie dlaczego? Co mu do wiary innych ludzi?

Czy chrześcijanin zgodziłby się, że "ateista realizując swoją misję krzewienia racjonalizmu, nie powinien pozostać obojętny wobec wszechobecności chrześcijaństwa"? Pewnie nie, bo wtedy to by była "ateizacja"...

Wypada rozpocząć od rozróżnienia między ateizmem a niewiarą. Za ateizm uznawana jest postawa świadomego i umotywowanego odrzucenia Boga, zakłada ona zatem teoretyczne przeanalizowanie tego, co się przeżywa. Niewiara natomiast wiąże się ze sposobem życia charakteryzującym się obojętnością i praktycznym odrzuceniem Boga.

Panie ksiądz, patrz mie się na usta: nie ma czegoś takiego jak "świadome odrzucenie Boga". Boga się nie odrzuca, tylko przestaje w niego wierzyć.

W miejsce Boga pojawiły się inne wartości, takie jak pieniądz, kariera, przyjemność, władza, sukces, opłacalność, które uzyskały formę swoistego kultu (kult ciała, zdrowia, sukcesu, swobody obyczajów).

Papieże renesansu przewracają się w grobach ze śmiechu.

Jak już stwierdzono, w obecnych czasach powszechny jest nie tyle ateizm, ile niewiara, wyrażająca się stale rozpowszechniającą się obojętnością religijną, której często towarzyszy nie tyle negacja Boga, ile brak o Nim opinii, pewien agnostycyzm. 

A teraz skupiamy się i uczymy nowego pojęcia: brak wiary. To jest ateizm. Nie negacja, nie brak opinii, nie agnostycyzm. Brak wiary. 

Przyczyny niewiary mogą być także wewnętrzne, o charakterze intelektualno-moralnym i psychicznym, np. braki i wypaczenia w wykształceniu religijnym, niewłaściwe rozumienie wolności, sprzeciw wobec religijnych zasad moralnych, poczucie wielkości i potęgi człowieka, powikłane życie osobiste i niemożliwość pogodzenia go z wymogami wiary, poczucie odepchnięcia przez Kościół, zaniedbanie czy lenistwo w rozwoju duchowym.

Taaa. Te 47% żaków to na pewno nie wierzy, bo ma "powikłanie życie osobiste". Wiecie, dzieci z poprzedniego małżeństwa, rozwód, bezpłodność, in vitro... 

Ale uwielbiam tę linię ataku "nie wierzycie, bo jesteście za ciency, żeby stosować NPR".

Szczególne zadanie w tym względzie należy do biskupów, którzy odczytując trudności i niepokoje ludzkości, mają w odpowiedzi na nie okazywać macierzyńską troskę Kościoła także o osoby niewierzące.

Ręka do góry, komu biskup okazywał "macierzyńską troskę" (co to znaczy w ogóle?)

Zdaniem papieża, Kościół powinien również dzisiaj otworzyć swego rodzaju „dziedziniec pogan”, gdzie będą mogli w jakiś sposób zbliżyć się do Boga ludzie, którzy Go nie znają, zanim znajdą drogę do Jego tajemnicy, której służy życie wewnętrzne Kościoła. 

O Borze szumiący, a im jeszcze z tym przedpokojem nie przeszło. Ciekawe, czy ksiądz umiałby podać jakikolwiek sensowny powód, dla którego ateiści mieliby "zbliżyć się do Boga".

Do dialogu z innymi religiami powinien dzisiaj dołączyć się przede wszystkim dialog z tymi, którym religia jest obca, którzy nie znają Boga, a jednak nie chcą pozostać po prostu bez Niego, lecz pragną przynajmniej zbliżyć się do Niego jako do Nieznanego.

Wiara w Coś Więcej trzyma się mocno!

Ideą Dziedzińca Pogan jest wyjście ze świątyni po to, by kwestia Boga powróciła do społeczeństwa, znalazła się w centrum jego uwagi. 

Ale po co? Przecież na każdym kroku Kościół szczyci się swoim byciem "przeciwko światu". A teraz mu nagle na opinii "tego świata" zależy?

Niewierzący uczestniczący w tym spotkaniu, w duchu dialogu i przyjaźni, wchodzą w przestrzeń refleksji o religii. 

Dyskutowałam o religii na pewnym forum jakieś 4-5 lat, nikt nigdy nikogo nie przekonał do wiary/niewiary. Nie podniecajmy się przedwcześnie.

Budując lepszy świat, w którym będą panowały wolność, równość i braterstwo (nawiązanie do haseł rewolucji francuskiej), wierzący i niewierzący, zdaniem papieża, muszą czuć się wolni, mieć równe prawa do osobistego i wspólnotowego życia w wierności swoim przekonaniom oraz winni być dla siebie braćmi. 

A co z "nie pozostawaniem obojętnym" wobec takiego stanu rzeczy? 

Warta rozważenia jest propozycja organizowania dni refleksji humanistycznej czy rozmów na temat wiary i niewiary lub relacji między rozumem a wiarą.

Wróżę temu świetlaną przyszłość. Do tego typu dyskusji zazwyczaj włączają się osoby zainteresowane - albo potencjalni konwertyci, albo zgrywusy nastawione na pyskówkę. Gros ateistów, czyli ta grupa obojętnych niewierzących, propozycję spotkania tego rodzaju po prostu zleje ciepłym moczem.

Sugestie Episkopatu Polski zmierzają w kierunku organizowania w wielkich miastach duszpasterstwa niewierzących. 

Ogłoszenia parafialne. Msza dla niewierzących w soboty o 19.00, spowiedź dla niewierzących od 9 do 12 w co drugą środę. W marcu i październiku rekolekcje dla niewierzących, a w ostatnie czwartki miesiąca zebrania kółka różańcowego niewierzących. Zachęcamy też niewierzące parafianki do haftowania sztandaru Matki Boskiej Niewierzącej.

Duszpasterstwo wobec niewierzących powinno być tak ukierunkowane, by zamiast udzielać gotowych odpowiedzi, pomagało formułować pytania egzystencjalne, wydobywało z człowieka niepokój i ból życia; można by powiedzieć: by wydobywało z człowieka jego człowieczeństwo. 

Ateisto! Idź do księdza, on wydobędzie twoje człowieczeństwo.

Czynienie dobra bez patrzenia na metrykę chrztu ma szansę prowadzić do zadziwienia dobrocią chrześcijanina i pytania o źródło tej dobroci 

Woow, jak katolik uczyni dobro bez uprzedniego upewnienia się, że pomaga współwyznawcy, to go trzeba po rąsiach łaskawych ucałować. Bo przecież mógł zabić!

środa, 22 stycznia 2014
Moja ciotka jest dziwna

Dawno dawno temu, kiedy Polska nie była jeszcze w Unii, Jan Paweł II jeszcze żył, nikt nie słyszał o Lady Gadze, a w Polsce rządziło SLD, poznałam swojego przyszłego małżonka. Następnie poznałam jego najbliższą rodzinę, a on moją. A potem przyszła kolej na stopniowe poznawanie rodziny dalszej. 

- Tylko ja cię uprzedzam - powiedział - moja rodzina od strony wujka jest nieco dziwna. 

Co to znaczy dziwna? Przez długi czas nie mogłam dojść, o co tak naprawdę chodzi. Noszą spodnie na lewą stronę? Rozbijają jajka od drugiego końca niż my? Nie i nie. Oni są trochę inni, uświadamiało mnie delikatnie mężowskie otoczenie. Lojalnie uprzedzamy. Żeby nie było. 

Wreszcie przyszedł ten dzień pamiętny, gdy trafiliśmy do rzeczonej rodziny na jakąś herbatę. Nastawiona byłam diabli wiedzą na co, a tymczasem spotkanie upłynęło w zupełnie normalnej atmosferze. Ciastko, herbatka, gadka szmatka. Jedziemy z wybrankiem serca do domu, nie wytrzymuję wreszcie. Co w nich takiego dziwnego? 

- Oni są protestantami - mówi małżon takim głosem, jakby mówił, że należą do Stowarzyszenia Płaskiej Ziemi. Wiecie, szajba, ale niegroźni dla otoczenia. 

Oczywiście odpowiedź mi nie wystarczyła, więc zaczęłam drążyć. Czym się ta dziwność ich objawia? Otóż ciotka kiedyś, na jakimś rodzinnym spotkaniu, usiadła tyłem do telewizora. A telewizorze był papież. 

- I to wszystko? - nie dowierzam. 

Myślałam, że może akurat mój szacowny luby jest do rodziny z jakiegoś powodu uprzedzony, nie wiem, nie dostał kiedyś deseru albo go pies ciotki podrapał. Ale jakiś czas później, gdy znowu na forum rodzinnym temat zszedł na krewnych, usłyszałam, że "oni są dziwni". Bo znowu ta historia z tym telewizorem. I kiedyś się ciotka obraziła, jak ktoś sobie robił jaja z jej wiary. 

Nie zdzierżyłam kiedyś i palnęłam małżonkowi kazanie, że niepotrzebnie sami się nakręcają, robiąc z krewnych galerię osobliwości, bo równie dobrze można by uznać, że oni sami i ich zwyczaje (żebyście widzieli to robienie krzyży na czołach przez babcię, rytualne zapalanie świeczki itd.) są śmieszne i dziwaczne. I że w wyznaniu protestanckim nie ma nic śmieszniejszego niż w katolickim, naprawdę. 

- Nic nie rozumiesz, za mało ich znasz - tłumaczono mi - kiedyś zrozumiesz, że oni są dziwni. 

Okej, ja rozumiem, że przy wzajemnym hejcie protestancko-katolickim hejt katolicko-ateistyczny to mały Miki. Ale serio przysięgam, nigdy nie zauważyłam, żeby ci rodzinni protestanci kiedykolwiek komukolwiek robili jakieś uwagi. Krytykowali papieża. Promowali sola scriptura. Dyskutowali o celibacie. Wtykali komuś książeczki uświadamiające. Nic, kompletnie. 

W zeszłym roku byliśmy na ślubie w tamtej rodzinie. Jedziemy z kościoła na wesele, a małżonek nagle mówi do mnie:

- Bardzo mi się ten ślub podobał.

A za chwilę:

- Dlaczego my takiego nie wzięliśmy?

20:41, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (8) »
sobota, 11 stycznia 2014
A taki sobie dialog z kolegą

- Zamieściłam kiedyś a Facebooku jakiś dowcipny rysunek o Jezusie. Koleżanka ze studiów obraziła się śmiertelnie, napisała długie kazanie w komentarzu o obrazie uczuć religijnych i wyrzuciła mnie ze znajomych.

- Obawiam się, że sama znajomość z tobą może obrażać uczucia religijne...

15:16, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (3) »
niedziela, 05 stycznia 2014
Właśnie tak

23:01, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (9) »
piątek, 03 stycznia 2014
Sezon kolędowy uważam za otwarty

Moja siostra była akurat w okolicy i miała coś nam podrzucić. Napisałam jej SMSa, że małżonek jest w domu, bo akurat ma wolne. Siostra (znam historię z jej relacji) podjechała pod blok, zadzwoniła domofonem i wtedy wpadła jej do głowy szatańska myśl...

- Proszę - odezwał się najlepszy z małżonków przez telefon.

Siostra, najniższym głosem, jaki była w stanie z siebie wydać:

- Czy przyjmie pan księdza po kolędzie?

Zapadła pełna grozy cisza... jak sobie próbuję wyobrazić minę męża, to aż mi się weselej robi. W końcu siostra zlitowała się nad szwagrem: 

- No dobra, to ja, otwieraj. 

Po drugiej stronie domofonu dało się słyszeć odetchnięcie z ulgą. 

- Wchodź, tylko daj mi 5 minut, bo w gaciach jestem.... 

Tagi: humor kolęda
18:43, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 grudnia 2013
I po świętach

Święta w porządku. Brewiarzy i krzyży tym razem pod choinką nie było. Krzyży na czole też mi nikt nie robił, widocznie małżonek wytłumaczył skutecznie rodzinie, że to nic nie daje. Życzenia łask boskich i zawierzenie naszej rodziny Duchowi Świętemu przeżyłam bez mrugnięcia okiem. Pokłóciłam się z mężem o choinkę. On uznał, że ateiści nie powinni celebrować świąt. Wyjaśniłam mu, że choinka akurat z narodzinami żydowskiego proroka nie ma nic wspólnego, a poza tym nasza jest z makaronu, więc całkowicie zgodna z linią ideologiczną. Małżonek tradycyjnie pokłócił się z mamą i z babcią, tym razem o celibat. W kościele rzecz jasna nie był ani razu i głośno krzyczy, że na mszę urodzinową babci nie pójdzie, bo go wszyscy wkurzają. Cóż, zobaczymy.

Tagi: rodzina
12:11, klawiatura_zablokowana
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14